Noś odblaski
RSS
piątek, 31 grudnia 2010
Podsumowania końcoworoczne

Ponieważ nudzi mi się, nie mam co robić, a na przygotowania sylwestrowe jeszcze za wcześnie, postanowiłam tu coś napisać...

Mija rok, a ja mam wrażenie, że nic konstruktywnego ze swoim życiem nie zrobiłam...

Dostałam się na doktoranckie, 3/4 ludzi na roku to jacyś skrajni debile, a znane wszystkim twierdzenie, że inteligencja nie zawsze idzie w parze z wynikami na studiach po raz kolejny znajduje zastosowanie...

W sprawach damsko-męskich... mój ex już dawno zniknął z mojego pola widzenia i badzo dobrze :), co jakiś czas tylko docierają do mnie jakieś absurdalnie i wewnętrznie sprzeczne informacje z jego nędznego życia...

Tomaszek... jest sobie... było raz lepiej raz gorzej, jednak ostatecznie podjęłam decyzję, że ten quazi-związek należy zakończyć, bo po pierwsze - on mnie nie kocha, a po tym jakże cudownym (lecz jak by nie było - szczerym) wyznaniu ja też przestałam go kochać...

Co z tego, że seks jest wyjątkowo udany, jeśli w zasadzie w każdej innej płaszczyźnie życia on potrafi nawalić?

Praca

Praca instruktora sprawia mi wiele radości i satysfakcji - jak na przykłąd pierwsze zawody moich dzieciaków... ale też dużo rozczarowania, przede wszystkim ludzkimi postawami. Praca dostarcza mi też wiele "zdziwień", np tym, jak ludzie podchodzą do wychowywania dzieci... Nabrałam też przekonania, że chyba powinno się ludziom robić testy psychologiczne i dopiero wydawać im pozwolenie na przedłużenie gatunku... ;/ Dzieciaki latające samopas, bez zaufania i szacunku do rodziców... masakra...

Praca epizod II

Niedługo rospoczną się moje występy publiczne na prywatnych uczelniach... cieszę się i niecieszę.... z jednej strony własna, w końcu pozwalająca na samodzielność kasa... z drugiej... konieczność tyrania przez rok żeby mogła wziąć kredyt na nowe auto... ot... wchodzimy w koncu w dorosłość...

Mieszkanie...

Kupione, odbiór za 3 mies, za 4 mies klucze... konieczność wykończenia, w końcu swoje, własne, w fajnym miejscu, mam nadzieję, bez upierdliwych sąsiadów...

Relacje z ludźmi

Zuzia, Ala, Marian, Ola i cała reszta... stali się dla mnie świetnym oparciem jak również nieodzownymi kompanami najdurniejszych akcji na świecie :). Na studiach zacieśniły się więzy ze starymi znajomymi, z którymi patrząc na debili z jakimi przyszło nam studiować utworzyliśmy swego rodzaju dychotomiczny podział na MY i ONI...

Ostatecznie też zakończyłam patologiczną przyjaźń z moją sąsiadką z góry. Doszłam do wniosku, że jest ona po prostu ni mniej ni więcej moim wampirem energetycznym, a poza tym wlazła mi już dostatecznie na głowę...

Szczytem szczytów było już śledzenie mnie czy jestem w mieszkaniu czy nie, po tym jak nie otwierałam jej drzwi, lądowanie w szpitalu z bólem głowy celem wzbudzenia u mnie poczucia winy (np za nieotworzenie drzwi), albo tekst do Tomka widzianego przez nią pierwszy raz w zyciu na oczy "ej, nie chciałoby ci się iść do sklepu po papierosy dla mnie?" hahah

Rodzina

Liczne kłótnie z ojcem, generalnie kończące się tak szybko jak zaczynające (czy to w ogóle po polsku??). Mama - w dalszym ciągu uważam, ze jest dla nas wszystkich za dobra... Babcia - najlepsza babacia na świecie, czasem sądzę, że bardziej nowoczesna niż ja :). Siostra - moja 15letnia siostra ma chłopaka, fajnych teściów, zmieniła szkołę i nawet sie jakoś ogarnęła..

Sport

Moja ostoja wolności, choć niestety nie takiej niczym nieograniczonej. Ale to MOJA autonomia.

Postanowienia noworoczne??

Nie, nie zamierzam rzucać palenia... chcę schudnąć, bo pisząc mgr, a potem stając się birofilistą nabrałam trszokę... troszkę za dużo... W kwestii quazi-związku... mam zamiar zaprosic Tomaszka na rozmowę i zakończyć tą farsę... nie chce się okreslić... to trudno... przyjeżdża jego była z UK, a ja w tym czasie nie istnieję - dobrze, niech robi co chce, ale ja nie muszę w tym brać udziału. W związkach nic na siłę, nie mam 40tki na karku i konieczności znalezienia sobie kogokolwiek, kto na starość poda mi albo i nie filiżankę herbaty...

13:37, nos_odblaski
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 maja 2010
przemyślenia...

Od dłuższego czasu nie miałam kiedy ani w zasadzie o czym pisać.... jakiś wpis mam chyba zapisany na komputerze, ale to w zasadzie już chyba nieistotne...

Z nowości, skończyłam pisać magisterkę, niedługo obrona. Podjęłam też decyzję o składaniu aplikacji na dzienne doktoranckie...

Jestem też na etapie myślenia o nowym mieszkaniu...

Jeśli chodzi o mężczyzn, to... w sumie z Tomkiem jest... po koleżeńsku... sama nie wiem czy chciałabym czegoś więcej czy nie... Akcji mojego byłego mam już serdecznie dość, ostatnio skurwiel zalożył nową naszą klasę i fb i ma jeszcze czelność zapraszac moich znajomych... widać jacy ludzie są sprzedajni... i jeszcze patrze, a skurwysyn na zawody sobie jeździ i sie lansuje na sportowca... no po prostu witki opadają...

Poza tym... dopadły mnie te cholerne zatoki i jakaś alergia... mam już dość! Jeszcze w sobotę mam imprezę kończącą studia, która w końcu po wielkich bolach się odbędzie...

Wkurzyłam się... poza tym... nie lubię siedzieć sama w domu... i nawet piwka nie ma jak walnąć, bo te paskudne leki... fuj fuj!

18:15, nos_odblaski
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 marca 2010
czysty absurd i wariactwo :P

Michale dzięki za wsparcie :), ostatecznie postanowiłam, że będę próbowała tutaj na dzienne doktoranckie, a co z tego wyjdzie to się okaże... szczerze, to nie wyobrażam sobie życia w innym mieście, ja po prostu je kocham i tyle!

Przy okazji, chyba zaczęło się kolejne wariactwo w najczystszej postaci... a ma na imie Tomek :). Miało być po koleżeńsku, ale chyba już nie jest... kurwa! I to w zasadzie z obu stron... czytaj też z mojej... po -w dużej części spędzonym wspólnie - weekendzie jakby... brakuje mi go... shit!

Przy okazji weekendu niesamowicie zżyłyśmy się z Zu. :) Śmiałyśmy się, że nikt normalny pół roku temu nie powiedziałby, że będziemy razem imprezować, spać w jednym łóżku (tylko bez podtekstow mi tutaj!) i razem leczyć kaca...

Cholera nie mogę przestać myśleć o T... grr niedobrze :P

00:22, nos_odblaski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 marca 2010
uczucie bezsensu...

ostatnio niemal bez przerwy odczuwam taki stan niepokoju i bezsensu... jest mi już wszystko jedno... jak sobie pomyślę, że kończę studia to chce mi się rzygać... chciałam robić doktorat, ale teraz i nad tym zaczęłam się zastanawiać... nie wiem  już czy bardziej chce go zrobić dla siebie czy dla rodziców, a jeśli nawet... znowu to poczucie zależności od kogoś... już mi ojciec zakomunikował, że "przecież on zapłaci za studia doktoranckie", bo dzienne "są bez sensu"...z resztą nie wiem czy w ogole byłby sens składania podania na dzienne, bo jest 15 miejsc... moje publikacje i udział w konferencji są tak bezsensowne i śmieszne w porownaniu z publikacjami innych kandydatów...

Zastanawiam się czy nie lepszą opcją jest powrót do tego zasranego mojego miasta rodzinnego, na które jak patrze to robi mi się słabo, duszno i klaustrofobicznie? Tam możliwości są dużo lepsze... nawet na treningach mogłabym zarobić, a tu... konkurencja większa... tłumaczę sobie, że na upartego może być i tak, że skoro tam mam szanse zarabiać przyzwoicie, to mogę sobie na weekendy przyjeżdżać tutaj... tutaj balować i spotykać się z przyjaciółmi... no kurwa wlasnie, a tam? będę siedzieć sama w domu... albo perspektywa wlasnego niby mieszkania... i co kurwa z tego? skoro starzy pewnie będa "wpadać" kiedy im się zachce...

ogarnia mnie poczucie marności i braku siły... najchętniej bym się gdzieś teraz zaszyła w jakimś klasztorze czy nei wiem gdzie... pomysłów na siebie milion, dróg realizaji - ??? brak...

01:16, nos_odblaski
Link Komentarze (1) »
wtorek, 23 lutego 2010
tak łatwo zdeptać czyjeś marzenia...

kurwa... czuję, że się duszę... znowu napadła mnie niemoc... nawet nie wiem co i jak mam napisać...

Wszystko zaczeło się od zeszlego poniedziałku kiedy mój emerytowany koń trafił do kliniki, potem decyzja żeby ją oddać Uniwersytetowi na emeryturę, potem kwestia umowy, potem kwestia rachunku, który jest w klinice do zapłacenia... kurwa i oczywiście mój ojciec twierdzi, że ten rachunek powinien iśc na poczet darowizny, no ale niestety jest do zapłacenia... część kasy już miałam, więc część zapłaciłam... reszta zostaje do zapłacenia, stypendium eh... moze bedzie pod koniec tygodnia... pieprzona uczelnia...

no wlaśnie pieprzona... gadałam dzisiaj z moim promotorem o studiach doktoranckich.. żyłam tym! Kurwa jak nigdy miałam cel! nawet średnia z toku studiów piękna, taka akurat, powyżej 4,5... no i okazuje się, ze nie jest tak różowo, niestacjonarne płatne, dzienne za darmo, ale też zero hajsu przez 4 lata! Jest jeszcze mozliwość otworzenia przewodu doktorskiego niezależnie, za ok 10 tys zł... sama nie wiem... nic nie wiem... najchętniej bym się upiła, ale też kurwa nie mam za co! no ja pierdole... nic tylko sie zastrzelić!

20:39, nos_odblaski
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 lutego 2010
Pogubiłam się...

Ostatnio mam wrażenie, że się pogubiłam... Zdałam ostatni na studiach egzamin, została mi tylko obrona pracy... no i mam takie wrażenie, jakbym w głowie miała totalną pustkę, nie mam pomysłu na siebie....

od środy imprezy dzień w dzień... i tak naprawdę... dobrze, że się stało co się stało... przynajmniej znam wartość swoją i swojego życia...

w środę w zasadzie pełna kulturka, wypiliśmy z Sąsiadem pare piwek, na chwilę wpadł Kuba po wieszaki, pogadaliśmy, luz...

W czwartek... eh w czwartek z ekipa na karaoke, było super, ale... odjebało mi coś zeby kupić w dopalaczach coś co testowalismy w zakopcu... teraz już wiem, że nigdy nie wezmę niczego! Po karaoke piliśmy jeszcze w plenerze i było doprawy zabawnie, a ok 3 zawijaliśmy się do domu... ja, zahaczając jeszcze o klub, gdzie prawie nikogo już nie bylo... spotkałam K., który znowu wyjechał ze swoją cudowną propozycja seksu bez zobowiązań, ale "grzecznie podziękowałam" i pojechałam do domu... całą noc nie mogłam po tym shicie spać... nigdy kurwa więcej... wczesniej na tygodniu jakoś umówiłam się w piatek na śniadanie z koleżanką, a że nie widziałysmy się od cholery czasu to i tak chciałam się z nia spotkać, zamówilam taksę i pojechalam, ale myslałam, ze zdechnę...

Po powrocie do domu do łóżeczka, ale dalej nie mogłam spać... aż poprosiłam sąsiada (przyszłego lekarza) żeby przyszedł i zobaczył co ze mną... serce waliło cholernie, ciśnienie podwyższone... na szczęście wszystko wróciło do normy... człowiek uczy się na wlasnych błędach, tylko i wyłacznie...

W piątek była domóweczka u mnie... świetnie było, zrobiłam makaron, pogadaliśmy popiliśmy, ruszyliśmy do miasta... najpierw do jednego klubu, ale cholernie ciasno bylo, więc ruszyliśmy dalej... do tego, w ktorym bywam najczęściej... w międzyczasie część ekipy się wykruszyła... popiliśmy troszkę i wrócilismy do domu jakos po 5... dobrze, że sąsiad mnie doholował :P, tzn nie bylo tak źle ze mną, ale zawsze to lepiej i bezpieczniej...

mieliśmy jeszcze jakieś jedzonko robić, ale jak tylko weszłam do domu padlam na lóżko i zasnęłam... sąsiad tylko mnie kocem nakrył i zamknął mieszkanie i sam poszedł do siebie spać... taki dobry chłopak z niego, że nie mam pytań...

heh zapomniałam dodać, że po raz kolejny spotkałam K. i po raz kolejny ta sama propozycja :P... skurwiel, ale przynajmniej szczery....

I szczerze... nie mam pomysłu na siebie, nie wiem co zrobić ze swoim życiem, nic mi się nie chce, jadę na tydzień do domu, coś w rodzaju medytacji i rachunku sumienia...

14:49, nos_odblaski
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 lutego 2010
egzystencja postakademicka

Otóż ostatnio znowu porócił problem pod tytułem "co chcesz w zyciu robić?"...

Niby niewinnie się zaczęło, od telefonu mojego ojca w sprawie mojego przyszlego doktoratu, ktory jak najbardziej chce robić... tylko, że on... no kurwa.. litości popierdoliło go coś dokumentnie... jemu sie zachcialo, żebym ja po kierunku iście humanistycznym robila doktorat z ochrony środowiska i to jeszcze na politechnice...

i najgorsze jest to, że musiałabym wyjechać z Lublina do mojej zasranej rodzinnej dziury! Tego to już kurwa za dużo... normalnie chwila jeszcze i zacznę szukać sponsora :P, żart oczywiście...

Nie po prostu nie dopuszczam do siebie myśli powrotu tam.. zero znajomych, bo wiadomo, wszyscy na studia powyjeżdżali, tylko dom-praca-dom... ah tak.. zapomniałabym... bo ja kurwa jestem największym pasozytem w tej rodzinie, nic tylko kase we mnie ładują... ale tego, że pracę znalazłam to nikt kurwa nie docenia, tego, że stypendium naukowe, też nie, tego, że sport... no tak, ale to też kosztuje...

no i tak oto moi rodziciele spowodowali, że czuję się najgorszym trutniem wyhodowanym w roczniku 1986...

Tagi: praca studia
01:53, nos_odblaski
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 lutego 2010
To poszlo sk... w pięty...

Ha! nie wiedzial skurwiel z kim zadarł... myślał, że będę chlipać w poduszeczkę chyba... albo, że z mostu skoczę... co z resztą wyrażał w swoich żałosnych smsach do mnie...

Arletka spotkala ostatnio jego super-kolegę-również-mendę Tomaszka (taaak tego samego Tomasza nieszczęsnego, o ktorym kiedyś pisalam)...

No i podobno z ta sprawą sądową to jest coś na rzeczy... oczywiście nie z mojego doniesienia, ale o ile wierzyć Tomaszkowi, albo raczej o ile wierzyć w to, że Piotruś nasz najukochańszy powiedział Tomaszkowi prawdę, to wygląda to tak...

- moje doniesienie na policji chociaż nie wyczerpało znamion wykroczenia (bo nie napisałam do niego tylko do jego kolegi, że sobie nie życzę żeby do mnie pisał) więc z tego powodu nie może być wniesiona sprawa, no chyba, że dalej by mnie nękał... ale...

- podobno policja bardzo skutecznie uprzykrza mu zycie :) (tak cieszę się jak dziecko!), prawdopodobnie pociągnęło to lawinę jego grzeszków za sobą... no tak... ściąganie samochodów i handel nimi bez działalności gospodarczej to chyba jeden z lżejszych.. parę kolejnych by się znalazło, ale nie chce mi się gdybać, bo nie wiem też co z tego o czym on opowiadał w ogóle było prawdą...

- ma skurwiel bez przerwy jakieś kontrole drogowe... eh.. to może ktoś sie w końcu jarnie, że jego samochod ma inny litraż w dowodzie, a inny naprawdę? hihi

- no i biedaczysko, domatorem został i nigdzie nie wychodzi... zapewne z dwóch powodów... bo troszkę stracił image u moich "nadzianych znajomych" no i mnie jako źródło utrzymania, a drugi i bardzo prozaiczny powód, to pewnie się boi, że mu ktoś spuści wpierdol na mieście... heh zabawne to jest do prawdy... bo to jest facet, który bić się nie potrafi, a uciekać tym bardziej bo jego koordynacje ruchową można przyrównać do kloca drewna o wymiarach 60x35x190 hihh

no naprawdę przykro mi strasznie, że zupełnie legalnie i zgodnie z prawem zrobiłam mu z życia bagno... do jego metod skurwysyńskich nie miałam ochoty sie uciekać, jak to się mówi, po co równać do dołu skoro można do gory?

Aaaa i tak zupełnie na koniec dodam, że podobno nasze "lejdisowe foto" strasznie go ruszyło i aż biedaczek nie mógł spać w nocy i podobno dzwonił do Tomaszka po wsparcie, ale Tomaszka akurat nie było w mieście, bo zapewne był u rodziców na wsi...

Z tym, że go ruszyło, to jakoś nie chce mi się w to wierzyć... Zu też wyraziła dużą wątpliwość w tej sprawie... tak czy inaczej jedno jest pewne, że wkurwił się co nie miara! i tak miało być!

Po prostu... gdyby byl łaskaw poznać Mojego Tatę, to heh... miał by jasność sytuacji i grzecznie by się wycofał... a tak... nie poznając "teścia", nie mógł biedaczek przypuszczać, że ja z grzecznej dziewczynki potrafie stać się prawdziwą zmorą!

Heh.. normalnie jestem idealnym materiałem na bossa Koza Nostry :P

LAV.

Tagi: miłość zdrada zemsta
11:35, nos_odblaski
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 stycznia 2010
Pozytywny dzień

Dzisiejszy dzień był bardzo pozytywny, choć jeszcze się nie skończył...

Spotkałam się z Jasiem, bo nie widzieliśmy się hoho, a spotkaliśmy się ostatnio przypadkiem jak byłam z Zu na piwku...

Pogadaliśmy trochę o pierdolach, poźniej jakieś biznesy pozałatwialiśmy, ale tak mnie pozytywnie nastroił, że nawet ślamazarna kasjerka w leclercu nie była w stanie mnie wkurwić :).

Poza tym spotkalam dzisiaj przypadkiem mojego "braciszka", co też było duzym pozytywem dzisiejszego dnia :)

Jutro egzamin wstępny, więc lekki stressing mam, może nie tyle nerwy przed egzaminem, ale przed tym, że mogę na niego zaspać z racji zmiany trybu zycia na nocny :). Wczoraj obejrzałam "Super size me" i całą noc śniły mi się syfy z mcsyfa hihi.

Na dziś wieczór zakupiłam neospasminę żeby zasnąć grzecznie o jakieś 1 czy 2 a nie o 5 jak dzisiaj... to by bylo na tyle, stuk, puk

GLEBA

 

hihih

17:09, nos_odblaski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 stycznia 2010
newsy newsy...

jakoś ani nie mam ochoty na retrospekcję ani powoli juz nie ogarniam o czym pisałam a o czym nie, więc... coś z aktualnych przemyśleń...

po pierwsze prowadziłam dzisiaj pierwszy niecharytatywny trening, no i zajebisty efekt - zawodniczka zadowolona, ja zadowolona...

po drugie w pracy pierwsze zamowienia, a do tego mają przyjść próbki oł je! az mi się micha cieszy...

po trzecie... siedzę w domu od paru dni, bo... A) nie chce mi sie na wypizdow do zwierzyny jeździć, B) mam niby sesję czyli jeden kurwa ostatni jebany egzamin! ostatni na całych studiach! aż nie mogę uwierzyć... i szczerze... to chce mi sie cholera płakać, że to już koniec...

po czwarte... mam 30go egzamin na kurs instruktorski... śmiechy będą już coś czuję :)

po piąte mi coś kurwa buczy w domu... jak w lejdis jakiegoś rezonansu dostało i najlepsze jest to, że nie wiem co ani gdzie, ale u Aneczki na górze tez buczy... buczy i przestaje, pierdolca idzie dostać...

a po szóste... to mam ochote iść na jakiś clubbing tylko gdzieś gdzie tej kurwy, konfidenta, podówjnego agenta An nie spotkam...

po siódme to chyba idę spać... walnęłam resztę wczorajszego niedopitego piwa jak ostatni menel, ale cholera przez te rezonansy w moim mieszkaniu spac nie moge... to by bylo na tyle...

wpis wulgarny dość, nie powiem ahha, wlasnie obejrzałam sobie wersję kinową Galerianek i jakoś tak mi się bluzgi udzieliły... z resztą polecam... nie bluzgi tylko film rzecz jasna...

No i dla ludzi ciekawych świata, polecam stronę www.alterkino.org - dużo filmow do ściągnięcia, różne kategorie - dla każdego coś miłego, zawsze to przyjemna odmiana po wszystkich "niekłamkochaniach" i innych "nigdywżyciach"...

Tagi: galerianki kino Życie nocne życie studenckie
01:42, nos_odblaski
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15
następne
Archiwum
Luty 2009
Marzec 2009
Kwiecień 2009
Maj 2009
Czerwiec 2009
Lipiec 2009
Sierpień 2009
Październik 2009
Listopad 2009
Grudzień 2009
Styczeń 2010
Luty 2010
Marzec 2010
Maj 2010
Grudzień 2010
Tagi
  • galerianki
  • kino
  • Lublin
  • mikołajki
  • milość
  • miłość
  • praca
  • studia
  • święta
  • Vavavoom
  • Zakopane
  • zdrada
  • zemsta
  • związki
  • Życie nocne
  • życie studenckie
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog